(1916) Intolerance/Nietolerancja.

We must destroy, or be destroyed - kwestia wyciągnięta prosto z filmu, czy aby nie wymowna i dobitnie ujmująca problem skwitowany w samym tytule?

D. W. Griffith przełamuje pierwsze lody i stawia sztandar ku pokrzepieniu serc. Monument historyczny i epicki pomnik, który świadczy o talencie i potencjale reżysera. Dzieło, które kosztowało (bagatela!) 2 miliony dolarów pogrążyło artystę w długach i niesmaku widowni.

“Nietolerancja” rozwija paralelnie cztery wątki dotyczące różnych kultur i epok historycznych. Akcja rozgrywa się w starożytnym Babilonie, w Palestynie za czasów Chrystusa, w Paryżu podczas rzezi hugenotów oraz współcześnie (1910).

Monumentalność filmu przejawia się w samych rozmachu artystycznym, szybkim pędzie akcji, chwytaniu widza za gardło emocjonalnymi historiami. To podróż przez 4 wątki historyczne jedną osią.

Różnice kulturowe, realia historyczne zbiegają się przy problemie nietolerancji, niezrozumienia, braku akceptacji odmiennego zdania, to wszystko sprowadza się do różnych skutków: śmierć, kataklizm, zniszczenie. Ten film, po mimo tego, że jest nam tak odległy, to porusza kwestie tak aktualne. Już od początków świata człowiek jawi się, jako istota siejąca zło, i to właśnie dzięki człowiekowi giną ludzie, upadają cywilizacje… Ta profetyczna proklamacja idzie zaraz za bujną i bogatą scenografią. Ujęcia scen batalistyczny budzą podziw swoim realizmem. Czołobitne kostiumy, kreacje zdradzające określone realia historyczne - po prostu: och i ach!

Jak już Szymalan w swojej notce wspomniał, że nie jest film dla szarego widza, oczekującego na krótki spektakl, który można obejrzeć na drugie śniadanie czy kolację. To monument zasługujący na sentyment. To krzyk zwiastujący działanie systemów politycznych wykorzystujących nietolerancję wobec drugiego człowieka.

Ocena: 8/10

(pumex)

Napisz odpowiedź