(1922) Nosferatu - symfonia grozy
kwiecień 30, 2008 autor szymalan
****

Jest to historia pewnego bogacza, który aby się jeszcze wzbogacić musi się wybrać w góry, do zamku hrabiego Drakuli i przyprowadzić go do miasta. Tam kupi mieszkanie, a pośrednik nieruchomości pewne w podzięce odpali też coś naszemu bohaterowi. A zatem wybiera się na wyprawę. Żonę zostawia, a opiekę nad nią sprawować będzie jego przyjaciel. Po drodze do górskiej rezydencji, w niewielkiej karczmie dowie się, że zapuszczanie się w tamte okolice to nie jest najbezpieczniejszy pomysł. Nosferatu, okrutny wampir, terroryzuje okolicznych i sieje zarazę. Wkrótce zaczyna polować na bohatera i ..jego żonę.
Trudno się czepiać oczywiście “Nosferatu” że jest taki, czy inny. Wlecze się, nie straszy, ma trywialną fabułę. Przede wszystkim film podbił serca widzów, bo ma swój klimat. Przecież nawet pozornie groteskowy Max Schreck w tytułowej roli wampira, dziś uchodzi za mistrza wampiryzmu filmowego. Zagrał tą rolę w tak impresjonistyczny sposób, że próżno w całej historii kina szukać podobnej kreacji. Chodziły nawet plotki, czy nie aby sam Schreck nie jest jakimś upiorem krwiopijcą.
Fabuła trzyma się logiki, wszystko jest ładnie tłumaczone. Urocze są te wszystkie napisy zamiast dialogów, bardzo ekspresyjna i sugestywna gra aktorów (przecież nie mogli mówić, toteż musieli starać się wiele przekazać za pomocą gestów i mimiki). Impresjonistyczne pozostają również krajobrazy: zwłaszcza Karpat, niepokojących chmur ponad wielkimi ich szczytami. A ludzie w miastach i miasteczkach nie czują się bezpieczni, nie są w pełni szczęśliwi.
Interpretować to proste, ale urocze dziełko można jak się komu podoba. Dla mnie to wyraz nieuchronności śmierci, ukazanie że nie można śmierci zwyciężyć. Od niej uciec (w filmie jest sporo licznych ucieczek przed Nosferatu). Bo przecież nawet kiedy ten “zły” zostaje pokonany, miasteczko nie powraca w filmie do życia.
Kto woli strach autentyczny- nie zagra w grę “Nosferatu gniew Malachi” . Ale uprzedzam po niemieckim filmie wszystko będzie z nami ok. Ale po tej amerykańskiej grze komputerowej, możemy potrzebować pilnie melisy na uspokojenie.
szymalan
no tak, kolejny horror do skomentowania
zdradź mi tajemnice i powiedz mi jedną rzecz. Mianowicie, czy ta żona, która miała być pod opieką przyjaciela, nie miała z tym przyjacielem romansu? Bo to by było dość logiczne, nie ?
Ale tak poważnie, wcześniej napisałam, że za horrorami nie przepadam.
Wybaczcie.
Uważam też, że film powinien mieć jednak dialogi, wtedy jakoś jest mi łatwiej pojąć o co chodzi w filmie. Film z napisami mnie troszkę denerwuje, bo większą uwagę skupiam na czytaniu niż na wpatrywaniu się w sceny i na piękno gry aktorskiej. Wiem, jestem szczera, ale taka już jestem
Widzę też pozytywy tego filmu. Logika ja tłumaczenie. Niektóre film są tak zrobione,że nie wiadomo o co w ogóle biega.
Super, że doceniasz grę aktorów, bo oni mają serio ciężkie zadanie, wczuć się w rolę i pokazać to wszystko co siedzi w bohaterze. Impresjonistyczne krajobrazy…mmm…to coś dla mnie. Avh, ta natura
P.S. Jeśli twierdzisz, że śmierci nie można zwyciężyć, to się troszkę mylisz. Ale o tym w szkole
kreciku parę wyjaśnień z mojej strony:


-ta żona nie miała z nim romansu, w zasadzie mało tego przyjaciela w ogóle w tym filmie widać. może miała(?) ale widz już o tym nie wie.
-film ma dialogi, ale napisane. W filmach niemych napisy jednak wyświetlały się na całym ekranie ogromną czcionką. Zatem bez obaw: jest czas na czytanie i czas na skupienie się na obrazie.
-ja nie twierdzę kreciku, że “śmierci nie można pokonać”. Tylko interpretuję treść filmu. Wcale nie muszę się z nią zgadzać przecież. W recenzji jest to co na polskim: analiza i interpretacja.Opinia co do samej interpretacji, to już w niektórych wypadkach. W tym nie widziałem potrzeby komentowania tego. A przecież w pewnym sensie (fizycznym, biologicznym) i tak nie możemy uciec od kresu życia prawda?
Mam nadzieję że rozwiałem Twoje wątpliwości…
{Jest to historia pewnego bogacza, który aby się jeszcze wzbogacić musi się wybrać w góry, do zamku hrabiego Drakuli i przyprowadzić go do miasta. Tam kupi mieszkanie, a pośrednik nieruchomości pewne w podzięce odpali też coś naszemu bohaterowi}
Co to za bzdura? Do Trasylwanii wybiera się młody pracownik zlego bogacza a nie on sam… :O
{terroryzuje okolicznych i sieje zarazę}
No sieje zaraze że hoho, widac te ugryzienia na szyi są zaraźliwe