(1920) Gabinet doktora Calighari
kwiecień 30, 2008 autor szymalan
****

Ostatnio u nas na “Filmowym konkrecie” co film, to przełom, absolutny klasyk filmowej sztuki. Dziś opowiemy Wam o filmie, który zmienił oblicze historii kina, bo wniósł gatunek zupełnie nowej jakości- intrygujący, dla jednych ulubiony, dla innych odpychający. Horror.”Gabinet doktora Calighari” otwiera wielką trójkę niemieckich filmów grozy z lat 20: “Gabinet..” , “Doktro Mabuse”, który trwa horrendalne 300 minut oraz słynny “Nosferatu”. Jednak ten pierwszy powinien być dla nas filmem szczególnym, gdyż jego reżyser Robert Wiene, film zrobił co prawda za naszą zachodnią granicą, ale urodził się we Wrocławiu.
Fabuła przed stawia się generalnie następująco: Dwóch przyjaciół udaje się do jarmarcznego gabinetu doktora Caligari. Tam są świadkami pokazu przebudzenia somnambulika - postaci, która śpi od urodzenia. Wkrótce jeden z tej dwójki ginie… Film opowiada historię szalonego doktora Caligari i jego wiernego somnambulika Cezara, oraz ich powiązań z serią zabójstw w małym niemieckim miasteczku Holstenwall.
Polacy tworzą chyba najgorsze horrory na świecie, a tymczasem cały gatunek na nas się zaczął(powinniśmy to mieć we krwi!), a wielu ludzi nie ma o tym świadomości. Sam zaś film mówi o tym dokładnie, co niemal większość horrorów: o różnicy pomiędzy realistycznym pojmowaniem świata, a patrzeniem na wszystko przez pryzmat romantycznej baśni, fantastyki czy grozy. Film trwa 71 minut, z tego pierwsze 50 to nic szczególnego. Potem pojawia się zalążek jakieś fabuły, choć i tak ja twierdzę, że jak już to oglądać, to tylko w ramach ciekawostki, nie nastawiać się na prawdziwy strach.
Najbardziej szokujące wrażenie robi jednak scenografia- chyba szczyt filmowej sztuczności w dziejach kina. Papierowe domy pomalowane farbą- paskudnie trzęsąca się kamera chwilami, plus do tego ten brzydki zielony kolor w odnowionej cyfrowo wersji. Broni się za to muzyka, porządna jak na horror przystało, dość niepokojąca. Największym horrorem jednak będzie następny w kolejnonści- 5 godzinny “Doktor Mabuse”. Boję się na samą myśl, czy wytrzymam chociaż 90 minut tego niemego czarno białego filmu grozy. Brr……
horror,który nie jest straszny to nie horror
zresztą, ja chyba nie przepadam za horrorami. Jeszcze do tego dodać,że to film niemiecki- odpycha totalnie. Ale..dla takich kinomaniaków jak Wy to pestka i bułeczka z masełkiem
Co do filmu trwającego 5 godzin, spokojnie, jeżeli filmy są naprawdę Waszą pasją, to wytrzymacie 5 godzin siedzenia i ból w kręgosłupie i szczypiące Was później oczy
Powodzenia
Tylko takie, nieskażone piętnem post - modernizmu filmy warto oglądać :].
wszystkie filmy warto oglądać…
“Najbardziej szokujące wrażenie robi jednak scenografia- chyba szczyt filmowej sztuczności w dziejach kina. Papierowe domy pomalowane farbą- paskudnie trzęsąca się kamera chwilami”
A kolega słyszal o czymś takim jak ekspresjonizm? Te film jest przedstawicielem tego właśnie nurtu, i to wszystko co wg Ciebie jest wadą jest zamierzone. Takiego filmu nie da się recenzować bez kontekstu historycznego, a tutaj tak właśnie jest… skutek: fatalnie, faaatalnie.
Polecam też Golema, film w podobnym guście (też ekspresjonistyczny), tylko nie zwracaj uwagi na powykrzywiane domy skoro tak Cie rażą
oczywiście, że wiedziałem , że to wszystko jest zamierzone. Ale to dalej nie zmienia faktu, że robi takie a inne wrażenie dzisiaj. teraz takie stare filmy nie możemy oceniać inaczej niż na zasadzie “na ile dany film się zestarzał”. Dając Gabinetowi Doktora C. ocenę 4, wykazałem się sporą litością. W zasadzie oprócz uroczego klimatu, ciężko tam czegokolwiek szukać.
I nie uważam, że ten film trzeba było recenzować z jakimś szczególnym kontekstem historycznym; po prostu w latach 20 w Niemczech pojawiła się fala raczkujących horrorów (czy raczej impresjonistyczno -ekspresjonistycznych wizji), które dzisiaj mają się do grozy jak pięść do oka i nie za bardzo są to jakieś arcydzieła.
Przede wszystkim można tam znaleźć rewelacyjne zdjęcia, każdy kadr można wydrukować i oprawić jako stylizowaną artystyczną fotografię… A że nie straszny… a który współczesny film taki jest, tak naprawdę? Najwyżej straszą tym że coś dzieje się znienacka i człowiek podskakuje na krześle… a to nie strach tylko odruch organizmu
Obcy 2, Lśnienie i Sierociniec- wywołują autentyczny strach, nie tylko podskok z krzesła. Znalzałbym takich filmów o wiele więcej. Nie tylko wsór dhorrorów znalzałbym filmy, które autentycznie przerażają…
chyba zrobią większe wrażenie, co nie? Sierociniec też by się nadał, albo Labirynt Fauna…
A jeżeli miałbym już wieszać sobie zdjęcia w pokoju z jakiegoś horroru, to biorę Lśnienie= wirtuozersko wyreżyserowany film o nawiedzonym domu
niż pomalowane farbą papierowe domy
to, że film jest stary wcale nie znaczy, że mamy od razu mu bić pokłony.. tylko dlatego, że jest z lat 20.
Bić pokłony można choćby z tego powodu że z tak biednymi środkami zrobili coś ciekawego, można sie czepiać że aktorstwo sztuczne i teatralne ale nie mieli dźwięku i efektów specjalnych więc wyrażali to tak jak czuli… W sumie ja wolę te pomalowane domy, bliższe jest to sztuki, kiedy rzecz była robiona ręcznie, a nie tak jak teraz wszystko na komputerze, w bezdusznym studiu. Teraz wszystko jest produktem, wtedy jeszcze twórcy naprawdę wierzyli w to co robili, i dlatego te filmy są takie cenne.
nie no dzisiaj też się jeszcze kręci filmy “na żywo”, nie tylko przy pomocy komputerów. I bardzo dobrze. Oczywiście wiem, że takie filmy jak “gabinet dra Calighari” to było nie było jakiś tam kawałek historii kina i nie można tego lekkomyślnie zignorować. Ale np. Silent Hill był niemal w całości zrobiony na planie filmowym (cała scenografia była zbudowana ręcznie, a potwory były grane przez żywych aktorów), także na szczęście technika CGI nie opanowała całej kinematografii.

także Gabinetowi można sporo zaliczyć na plus: dobrze, że wspomniałaś o aktorach, którzy włożyli sporo wysiłku w zagranie ról, bez żadnego dźwięku. Ale też niestety jak się ten film ogląda dzisiaj, to jednak horror to gatunek napięcia i akcji, a mnie się on zwyczajnie dłużył przez większość czasu. Już o wiele cieplej przyjąłem Nosferatu, bo zachwyciły mnie zdjęcia Karpat. Ale generalnie wciąż te filmy traktuję tylko w ramach ciekawostki.
Pozdrawiam serdecznie