Teksańska masakra piłą mechaniczną: początek
kwiecień 25, 2008 autor szymalan
Teksańska masakra piłą mechaniczną: początek ***

W dobie królowania wszelkiej maści przeróbek dawnych hollywoodzkich hitów, nie może nas absolutnie dziwić, że powstał sequel remaku “Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” z roku 1974- pierwszego w historii poważnego slashera gore, który zmienił oblicze grozy na zawsze. Wg mnie z tamtego amatorskiego śmiecia z lat 70. najlepszy pozostał przede tylko tytuł: najbardziej wymowny w historii gatunku.
Czegoś takiego jak fabuła tu nie ma, ale my nie możemy się o to czepiać, bo idiotą byłby recenzent, który szedł by na film, który ma taki tytuł i oczekiwałby scenariusza na ambitnym poziomie. Na taki film idzie się po to, aby oglądać klimatycznie przyrządzoną rzeźnię i tyle też ten film ma do zaoferowania.
W prequelu twórcy filmu stawiają sobie za cel, opowiedzenie jak sam tytuł na to wskazuje, początków filmowej historii o rodzinie Hewittów- psychopatycznych morderców z teksańskiego odludzia, z których najbardziej wyróżnia się urokliwy chłopiec: Thomas, były pracownik zamkniętej w 1969 roku rzeźni, w której Hewittowie od lat pracowali. Teraz już wszyscy się z miasteczka wynieśli, pozostali tylko oni -przywiązani do swojego miejsca, przede wszystkim do ogromnego domostwa.
Thomas Hewitt słynął jako nieco przyrośnięty przygłup, o niezbyt przyjemnej fizjonomii, którego pasją była obsługa siekiery i tasaku w ubojni. Lubił obrabiać i pakować mięso i kości. Więc wiadomość o zamknięciu zakładu przyjął z lekkim rozdrażnieniem. O swoim niezadowoleniu przekonał wpierw byłego właściciela rzeźni. Unieszkodliwił go tasakiem. Wkrótce jednak ta broń w krucjacie przeciw całemu złu okazała się zbyt mała i nieporęczna dla jego obleśnych wielgachnych dłoni. Chwycił zatem za piłę łańcuchowa.
Padło nieszczęśliwie na czterech młodych ludzi. Dwóch braci, którzy wybierają się na służbę do Wietnamu (jeden chce, drugi nie) i ich dziewczyny-to ich ostatnia wycieczka przed rozstaniem. Wskutek nieszczęśliwego zderzenia z krową, ich samochód ulega wypadkowi, a oni sami wpadają w ręce Hewittów.
Film wyjaśnia sporo rzeczy z poprzedniego filmu (bardzo przyzwoity remake z 2003 roku). Jednak drobiazgów: dlaczego wujek Monty nie ma nóg, a szeryf Hoyt zębów, jak Tomuś zaczął używać piły, dlaczego w ogóle w rodzinie Hewittów jest szeryf. Wszystko to tłumaczenia dość proste i niezbyt intrygujące.
Jaki jest sam film? Ogólnie próba zrobienia tego-prequela remaku- wyszła w miarę przyzwoicie. Jednak nie jestem pewien co do tłumaczenia chorobliwych skłonności całej rodzinki z Teksasu. Na pewno można to wytłumaczyć nieszczęśliwym dzieciństwem, biedą, bezrobociem? W sumie wydaje mi się to już sprawa indywidualną dla każdego widza- ostatecznie wydaje mi się, że do mnie trafia fakt, że to kompletne odludzie. Człowiek chyba wariuje jak nie ma kontaktu z cywilizacją, nie? Ja takich doświadczeń nie posiadam, ani takich badań nie przeprowadzałem. Czy zresztą takie tłumaczenia są w ogóle potrzebne w horrorach? Czy może wystarczy zrobić tylko potworów, zła wcielone, nie znające ludzkich zachowań? Jednak ja bardziej uwierzyłem w to ,co się tu działo, niż w psychoanalizę narodzin “Egzorcysty”, czy “Hannibala”. Szkoda mi jednak jednego: że chwilami film niemal w ogóle nie trzyma się logiki. Nawet szybka akcja, zabójczy montaż, czy świetne zdjęcia, nie są wstanie ukryć jawnych nonsensów, pewnych idiotycznych zachowań, które kpią z inteligencji widza.
Pomimo jednak pewnych jawnych wad, pewnych oczywistych pójść na skróty, mnie ten film intryguje jako całokształt. No mam słabość do tej serii, bo jest chyba jedyną w całym tym gatunku, która mnie autentycznie przeraża. Przeraża mnie Teksas i jego niepokojąco spokojne pejzaże, przeraża mnie odludność miejsca akcji i wielka jakże prawdopodobieństwo przedstawionych wydarzeń. “Początek” jest bardzo realistyczny, sceny kolejnych tortur obfituje w krew, która leje się nawet po kamerze strumieniami. Szkoda tylko, że tak mało w tym wszystkim strachu. Może to właśnie wina technicznej perfekcji, takiego wystudiowania kolejnych kadrów, tam widać że operator dwoi się i troi, aby zdjęcia były nie tylko bardzo funkcjonalne, ale też nie ostre, ciemne, także klimatyczne oczywiście. Dołączmy do tego nieustannie towarzyszącą nam partyturę Steva Jablonskyego, która raczej podbija szybkie i tak tempo, niż tam tworzy jakąś grozę(sama muza b.dobra jak na horror). Chociaż…
Zwykłym widzom pozostaje wyliczanka, kto kiedy zginie i w jakiej kolejności. Można by jeszcze wspomnieć o pojawiającym się wątku wojny w Wietnamie. Amerykanom się nieustannie odbija ten Wietnam (teraz już mniej bo doszedł 11 wrzesień) i przy każdej możliwej okazji wcielają go scenarzyści do hollywoodzkich hitów. Cóż, jeśli mają na to ochotę niech leczą się z tego kompleksu, nie przeszkadzajmy im.
Film nie ustępuje pod względem napięcia remakowi z 2003, ale sam jest udanym rozrywkowym slasherem, może i mało oryginalnym, ale za to mocnym, szybkim i bardzo cieszącym oko. Do obejrzenia na pewno. Do bania się- zależy od naszych nerwów.
szymalan
Bardzo mialo mnie zaskoczyl
Jako sequel udany. Myslalem, ze bedzie gorszy. Nawet lepszy niz pierwsza czesc. Daje 8/10 