Wojna Charliego Wilsona
kwiecień 11, 2008 autor szymalan
****

Kiedy ogląda się np. “Skarb Narodów” nie trudno nie pozazdrościć Amerykańcom ich dystansu do własnej historii. Tym razem nie trudno było jednak go nabrać, bo bohaterem nie jest Rambo, którego wysyłają filmowcy do Afganistanu na wojnę z komunizmem, ale zwykły kongresmen Charlie Wilson. Cała ta opowieść- którą za moment w telegraficznym skrócie przedstawię- wydarzyła się naprawdę, w co naprawdę po seansie trudno uwierzyć.
Charlie Wilson (Tom Hanks) był błyskotliwym politykiem, który potrafił załatwić głosowanie za jakąś sprawę np. za przysługę, właściwie niewiele rzeczy było dla nie do zrobienia. Odnosił się do wszystkiego z lekkim poczuciem humoru, miał cztery ładne sekretarki, a w wolnych chwilach spotykał się ze striptizerkami w jacuzzi. Lubił się bawić, ale potrafił być człowiekiem wrażliwym na ludzkie nieszczęście. Jego przyjaciółka- 10. na liście najbogatszych osób Teksasu- i zagorzała antykomunistka, Joanne Herring (Julia Roberts) podczas jednego ze “spotkań”, uświadomiła Charliemu, że nie jest zadowolona z interwencji amerykańskiej na sowiecką inwazję Afganistanu (nie wszyscy są w stanie w kongresie nawet wymówić nazwę tego kraju)- prawdę powiedziawszy, g… robią. Chciała wykorzystać i możliwości, i zdolności kongresmena, aby ten coś zrobił w tej sprawie. Charlie wpadł na pomysł aby sfinansować poszkodowanym broń, a szczególnie taką, która załatwiła by siejące grozę sowieckie helikoptery bojowe. Wkrótce z początkowych 5 mln przeznaczanych na Afganistan, zrobił się okrągły miliard dolarów, który skutecznie przepędził Sowietów (poprzez rakiety i inny arsenał) z tamtych ziem.
Co jednak dla nas w tym zabawnym, świetnie granym (grający Gusta Avakodosa, byłego agenta CIA, który pomógł Wilsonowi doprowadzić sprawę niemal do końca, Philipe Seymour Hoffman był nominowany słusznie do Oscara), dialogowanym i zrobionym filmie dla nas, Europejczyków jest najbardziej zdumiewające, to totalne możliwości dyplomatyczne i charyzma Wilsona, któremu udała się rzecz niemożliwa: tajne porozumienie pomiędzy Pakistanem, Izraelem, Egiptem i Arabią Saudyjską, na temat dostarczenia broni tym ostatnim. Film w bardzo interesujący sposób pokazuje jak Wilson manipulował umysłami kongresmenów, jak nie zawsze fair play, wyciągał kolejne pieniądze. Widz wierzy jednak, jak sam Charlie, w słuszność tej sprawy i kibicuje mu z radością. W ogóle film to takie smaczne ciasteczko, którym można się delektować przez okrągłe 100 min. Ta filmowa historia jest owszem i hollywoodzka( w rzeczywistości Wilson był o wiele większym bawidamkiem, o wiele bardziej gorszącym, niż sympatyczny Wilson z serdecznie uśmiechniętą twarzą Toma Hanksa, ogólnie film dla potrzeb rozrywkowych został mocno zapewne uproszczony, ale czy nie o to w kinie chodzi?) , ale bardzo rzetelna.
I tylko tragizm postaci Charliego Wilsona polega na tym, że zrobił wiele dobrego, co wymogło na nim jakby kolejne angaże w sprawy bliskiego wchodu, zwłaszcza jeśli chodzi o edukację. Ale najgorsza jest świadomość, że Wilson pomógł krajowi, ale jeszcze za błędy jego poprzedników Ameryce przyszło później zapłacić bardzo wiele. “To był wspaniały czas i wykonaliśmy kawał dobrej roboty, ale na końcu i tak wszystko spieprzyliśmy”- gorzka puenta kończy ten powierzchownie słodki film na poważny temat.
szymalan