27 dresses/27 sukienek.

Naprawdę cenię sobie dobrą komedię, do tego romantyczną, która mnie porwie gdzieś w kłębiaste chmury, wzruszy do łez, czy rozbawi do śmiechu. Ogromną przepaść od tego dzieli “27 sukienek”. Już sam tytuł nie powala, ale cóż, nie ocenia się książki po okładce, nie?

Do tego seansu, byłem niejako zmuszony, przygwożdżony, usilnie przytrzymany do wytrzymania całej projekcji. “27 sukienek”, to historia Jane (Katherine Heigl), która już w dzieciństwie znalazła swoją ’smykałkę’, do bycia za Pan Brat ze ślubnym kobiercem. Pełni rolę mentora nad całością ślubu, dopełnia detalem, dopina wszystko na ostatni guzik. Wiecznie druhna, wiecznie z boku, nigdy jako panna młoda.

Pierwsze zdania już nakierowują nas na amerykańską bajeczkę o kopciuszku, który w ogóle nie ma szczęścia w życiu. Innym żyje się lepiej. Siostra Tess odbija jej platoniczną miłość do szefa, nigdy nie zaznała smaku miłości. Aż tu nagle gubi nie bucik, nie pantofelek a … organizer, który następnie odnajduje dziennikarz dodatku ślubnego (Marsden), który dzięki swojej ciętej ripoście i cynizmowi objeżdża śluby z góry na dół.

Nie jest to pierwszorzędne kino, ale zaledwie przykład szablonowego filmu (ostro zrzynającego znane już nam motywy, choćby z “Uciekającej Panny Młodej”), który wprowadza obojętność i zażenowanie swoim jestestwem. Główna bohaterka, a konkretnie Katherine Heigl, nie przekonuje mnie swoim nieszczęściem, jeśli świetnie radzi sobie ze swoją prezencją, którą mieliśmy okazję podziwiać, choćby we “Wpadce”. Jako druga połówka z Marsdenem nie tworzą pary, która iskrzy, czy wywołuje chemię, przy której dostaje się rumieńców na policzkach albo wymyślnego zachwytu.

Kurtuazyjność, przerysowanie i naiwna przewidywalność - sztandarowe hasła idące za tym filmem, które nie wpływają dobrze na pozytywny odbiór. Męska część widowni powinna się trzymać z daleka od tego obrazu, Anny Fletcher; nawet nie powinna myśleć, żeby włączać go na przyszłościowe Walentynki, bo jest wiele innych - ciekawszych produkcji, które mogą zwrócić uwagę zakochanych.

“27 sukienek”, to pompatyczne hasła nt. ślubu, jako połączenie między dwojgiem ludzi, ważnego etapu w ich życiu. Połączenie ich szczęścia, miłości, tęsknoty - to jest kwintesencja ślubu, lecz dla niektórych to kolejna, ładnie przystrojona impreza, ale to się wie… tego nie trzeba nam mówić; a na dodatek ubierać to w ładne, różowe pudełeczko.

3/10

(pumex)

Napisane w Komedia.

Napisz odpowiedź