Posts Mentioning RSS Toggle Comment Threads | Klawiaturowe skróty

  • szymalan 20:47 on 30 April 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    ****

    Jest to historia pewnego bogacza, który aby się jeszcze wzbogacić musi się wybrać w góry, do zamku hrabiego Drakuli i przyprowadzić go do miasta. Tam kupi mieszkanie, a pośrednik nieruchomości pewne w podzięce odpali też coś naszemu bohaterowi. A zatem wybiera się na wyprawę. Żonę zostawia, a opiekę nad nią sprawować będzie jego przyjaciel. Po drodze do górskiej rezydencji, w niewielkiej karczmie dowie się, że zapuszczanie się w tamte okolice to nie jest najbezpieczniejszy pomysł. Nosferatu, okrutny wampir, terroryzuje okolicznych i sieje zarazę. Wkrótce zaczyna polować na bohatera i ..jego żonę.

    Trudno się czepiać oczywiście “Nosferatu” że jest taki, czy inny. Wlecze się, nie straszy, ma trywialną fabułę. Przede wszystkim film podbił serca widzów, bo ma swój klimat. Przecież nawet pozornie groteskowy Max Schreck w tytułowej roli wampira, dziś uchodzi za mistrza wampiryzmu filmowego. Zagrał tą rolę w tak impresjonistyczny sposób, że próżno w całej historii kina szukać podobnej kreacji. Chodziły nawet plotki, czy nie aby sam Schreck nie jest jakimś upiorem krwiopijcą.

    Fabuła trzyma się logiki, wszystko jest ładnie tłumaczone. Urocze są te wszystkie napisy zamiast dialogów, bardzo ekspresyjna  i sugestywna gra aktorów (przecież nie mogli mówić, toteż musieli starać się wiele przekazać za pomocą gestów i mimiki). Impresjonistyczne pozostają również krajobrazy: zwłaszcza Karpat, niepokojących chmur ponad wielkimi ich szczytami. A ludzie w miastach i miasteczkach nie czują się bezpieczni, nie są w pełni szczęśliwi.

    Interpretować to proste, ale urocze dziełko można jak się komu podoba. Dla mnie to wyraz nieuchronności śmierci, ukazanie że nie można śmierci zwyciężyć. Od niej uciec (w filmie jest sporo licznych ucieczek przed Nosferatu). Bo przecież nawet kiedy ten “zły” zostaje pokonany, miasteczko nie powraca w filmie do życia.

    Kto woli strach autentyczny- nie zagra w grę “Nosferatu gniew Malachi” . Ale uprzedzam po niemieckim filmie wszystko będzie z nami ok. Ale po tej amerykańskiej grze komputerowej, możemy potrzebować pilnie melisy na uspokojenie.

    szymalan

     
    • krecik 20:58 on 30 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      no tak, kolejny horror do skomentowania :) zdradź mi tajemnice i powiedz mi jedną rzecz. Mianowicie, czy ta żona, która miała być pod opieką przyjaciela, nie miała z tym przyjacielem romansu? Bo to by było dość logiczne, nie ? :D Ale tak poważnie, wcześniej napisałam, że za horrorami nie przepadam.
      Uważam też, że film powinien mieć jednak dialogi, wtedy jakoś jest mi łatwiej pojąć o co chodzi w filmie. Film z napisami mnie troszkę denerwuje, bo większą uwagę skupiam na czytaniu niż na wpatrywaniu się w sceny i na piękno gry aktorskiej. Wiem, jestem szczera, ale taka już jestem :) Wybaczcie.
      Widzę też pozytywy tego filmu. Logika ja tłumaczenie. Niektóre film są tak zrobione,że nie wiadomo o co w ogóle biega.
      Super, że doceniasz grę aktorów, bo oni mają serio ciężkie zadanie, wczuć się w rolę i pokazać to wszystko co siedzi w bohaterze. Impresjonistyczne krajobrazy…mmm…to coś dla mnie. Avh, ta natura :)

      P.S. Jeśli twierdzisz, że śmierci nie można zwyciężyć, to się troszkę mylisz. Ale o tym w szkole :)

    • szymalan 21:10 on 30 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      kreciku parę wyjaśnień z mojej strony:
      -ta żona nie miała z nim romansu, w zasadzie mało tego przyjaciela w ogóle w tym filmie widać. może miała(?) ale widz już o tym nie wie. :D
      -film ma dialogi, ale napisane. W filmach niemych napisy jednak wyświetlały się na całym ekranie ogromną czcionką. Zatem bez obaw: jest czas na czytanie i czas na skupienie się na obrazie. :)
      -ja nie twierdzę kreciku, że “śmierci nie można pokonać”. Tylko interpretuję treść filmu. Wcale nie muszę się z nią zgadzać przecież. W recenzji jest to co na polskim: analiza i interpretacja.Opinia co do samej interpretacji, to już w niektórych wypadkach. W tym nie widziałem potrzeby komentowania tego. A przecież w pewnym sensie (fizycznym, biologicznym) i tak nie możemy uciec od kresu życia prawda? :)
      Mam nadzieję że rozwiałem Twoje wątpliwości…

    • Lil 08:02 on 15 maj 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      {Jest to historia pewnego bogacza, który aby się jeszcze wzbogacić musi się wybrać w góry, do zamku hrabiego Drakuli i przyprowadzić go do miasta. Tam kupi mieszkanie, a pośrednik nieruchomości pewne w podzięce odpali też coś naszemu bohaterowi}
      Co to za bzdura? Do Trasylwanii wybiera się młody pracownik zlego bogacza a nie on sam… :O

      {terroryzuje okolicznych i sieje zarazę}
      No sieje zaraze że hoho, widac te ugryzienia na szyi są zaraźliwe :P

    • symfoman 12:25 on 6 styczeń 2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przeżytek…

      symfonia, sage symfonia

  • szymalan 14:26 on 30 April 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    ****

    Ostatnio u nas na “Filmowym konkrecie” co film, to przełom, absolutny klasyk filmowej sztuki. Dziś opowiemy Wam o filmie, który zmienił oblicze historii kina, bo wniósł gatunek zupełnie nowej jakości- intrygujący, dla jednych ulubiony, dla innych odpychający. Horror.”Gabinet doktora Calighari” otwiera wielką trójkę niemieckich filmów grozy z lat 20: “Gabinet..” , “Doktro Mabuse”, który trwa horrendalne 300 minut oraz słynny “Nosferatu”. Jednak ten pierwszy powinien być dla nas filmem szczególnym, gdyż jego reżyser Robert Wiene, film zrobił co prawda za naszą zachodnią granicą, ale urodził się we Wrocławiu.

    Fabuła przed stawia się generalnie następująco: Dwóch przyjaciół udaje się do jarmarcznego gabinetu doktora Caligari. Tam są świadkami pokazu przebudzenia somnambulika – postaci, która śpi od urodzenia. Wkrótce jeden z tej dwójki ginie… Film opowiada historię szalonego doktora Caligari i jego wiernego somnambulika Cezara, oraz ich powiązań z serią zabójstw w małym niemieckim miasteczku Holstenwall.

    Polacy tworzą chyba najgorsze horrory na świecie, a tymczasem cały gatunek na nas się zaczął(powinniśmy to mieć we krwi!), a wielu ludzi nie ma o tym świadomości. Sam zaś film mówi o tym dokładnie, co niemal większość horrorów: o różnicy pomiędzy realistycznym pojmowaniem świata, a patrzeniem na wszystko przez pryzmat romantycznej baśni, fantastyki czy grozy. Film trwa 71 minut, z tego pierwsze 50 to nic szczególnego. Potem pojawia się zalążek jakieś fabuły, choć i tak ja twierdzę, że jak już to oglądać, to tylko w ramach ciekawostki, nie nastawiać się na prawdziwy strach.

    Najbardziej szokujące wrażenie robi jednak scenografia- chyba szczyt filmowej sztuczności w dziejach kina. Papierowe domy pomalowane farbą- paskudnie trzęsąca się kamera chwilami,  plus do tego ten brzydki zielony kolor w odnowionej cyfrowo wersji. Broni się za to muzyka, porządna jak  na horror przystało, dość niepokojąca. Największym horrorem jednak będzie następny w kolejnonści- 5 godzinny “Doktor Mabuse”. Boję się na samą myśl, czy wytrzymam chociaż 90 minut tego niemego czarno białego filmu grozy. Brr……

     
    • krecik 15:33 on 30 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      horror,który nie jest straszny to nie horror :) zresztą, ja chyba nie przepadam za horrorami. Jeszcze do tego dodać,że to film niemiecki- odpycha totalnie. Ale..dla takich kinomaniaków jak Wy to pestka i bułeczka z masełkiem :) Co do filmu trwającego 5 godzin, spokojnie, jeżeli filmy są naprawdę Waszą pasją, to wytrzymacie 5 godzin siedzenia i ból w kręgosłupie i szczypiące Was później oczy :)

      Powodzenia :)

    • kurak 20:41 on 30 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Tylko takie, nieskażone piętnem post – modernizmu filmy warto oglądać :].

    • szymalan 00:25 on 16 maj 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      wszystkie filmy warto oglądać…

    • Lil 07:37 on 17 maj 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      “Najbardziej szokujące wrażenie robi jednak scenografia- chyba szczyt filmowej sztuczności w dziejach kina. Papierowe domy pomalowane farbą- paskudnie trzęsąca się kamera chwilami”

      A kolega słyszal o czymś takim jak ekspresjonizm? Te film jest przedstawicielem tego właśnie nurtu, i to wszystko co wg Ciebie jest wadą jest zamierzone. Takiego filmu nie da się recenzować bez kontekstu historycznego, a tutaj tak właśnie jest… skutek: fatalnie, faaatalnie.
      Polecam też Golema, film w podobnym guście (też ekspresjonistyczny), tylko nie zwracaj uwagi na powykrzywiane domy skoro tak Cie rażą :P

    • szymalan 10:33 on 17 maj 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      oczywiście, że wiedziałem , że to wszystko jest zamierzone. Ale to dalej nie zmienia faktu, że robi takie a inne wrażenie dzisiaj. teraz takie stare filmy nie możemy oceniać inaczej niż na zasadzie “na ile dany film się zestarzał”. Dając Gabinetowi Doktora C. ocenę 4, wykazałem się sporą litością. W zasadzie oprócz uroczego klimatu, ciężko tam czegokolwiek szukać.
      I nie uważam, że ten film trzeba było recenzować z jakimś szczególnym kontekstem historycznym; po prostu w latach 20 w Niemczech pojawiła się fala raczkujących horrorów (czy raczej impresjonistyczno -ekspresjonistycznych wizji), które dzisiaj mają się do grozy jak pięść do oka i nie za bardzo są to jakieś arcydzieła.

    • Lil 13:13 on 17 maj 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przede wszystkim można tam znaleźć rewelacyjne zdjęcia, każdy kadr można wydrukować i oprawić jako stylizowaną artystyczną fotografię… A że nie straszny… a który współczesny film taki jest, tak naprawdę? Najwyżej straszą tym że coś dzieje się znienacka i człowiek podskakuje na krześle… a to nie strach tylko odruch organizmu :P

    • szymalan 14:28 on 17 maj 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Obcy 2, Lśnienie i Sierociniec- wywołują autentyczny strach, nie tylko podskok z krzesła. Znalzałbym takich filmów o wiele więcej. Nie tylko wsór dhorrorów znalzałbym filmy, które autentycznie przerażają…
      A jeżeli miałbym już wieszać sobie zdjęcia w pokoju z jakiegoś horroru, to biorę Lśnienie= wirtuozersko wyreżyserowany film o nawiedzonym domu
      niż pomalowane farbą papierowe domy :D chyba zrobią większe wrażenie, co nie? Sierociniec też by się nadał, albo Labirynt Fauna…
      to, że film jest stary wcale nie znaczy, że mamy od razu mu bić pokłony.. tylko dlatego, że jest z lat 20. :P

    • Lil 20:31 on 17 maj 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Bić pokłony można choćby z tego powodu że z tak biednymi środkami zrobili coś ciekawego, można sie czepiać że aktorstwo sztuczne i teatralne ale nie mieli dźwięku i efektów specjalnych więc wyrażali to tak jak czuli… W sumie ja wolę te pomalowane domy, bliższe jest to sztuki, kiedy rzecz była robiona ręcznie, a nie tak jak teraz wszystko na komputerze, w bezdusznym studiu. Teraz wszystko jest produktem, wtedy jeszcze twórcy naprawdę wierzyli w to co robili, i dlatego te filmy są takie cenne.

    • szymalan 17:26 on 18 maj 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      nie no dzisiaj też się jeszcze kręci filmy “na żywo”, nie tylko przy pomocy komputerów. I bardzo dobrze. Oczywiście wiem, że takie filmy jak “gabinet dra Calighari” to było nie było jakiś tam kawałek historii kina i nie można tego lekkomyślnie zignorować. Ale np. Silent Hill był niemal w całości zrobiony na planie filmowym (cała scenografia była zbudowana ręcznie, a potwory były grane przez żywych aktorów), także na szczęście technika CGI nie opanowała całej kinematografii.
      także Gabinetowi można sporo zaliczyć na plus: dobrze, że wspomniałaś o aktorach, którzy włożyli sporo wysiłku w zagranie ról, bez żadnego dźwięku. Ale też niestety jak się ten film ogląda dzisiaj, to jednak horror to gatunek napięcia i akcji, a mnie się on zwyczajnie dłużył przez większość czasu. Już o wiele cieplej przyjąłem Nosferatu, bo zachwyciły mnie zdjęcia Karpat. Ale generalnie wciąż te filmy traktuję tylko w ramach ciekawostki. ;)
      Pozdrawiam serdecznie:)

  • szymalan 19:48 on 29 April 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    *****

    “Nietolerancja” jest niejako merytorycznym przedłużeniem poprzedniego arcydzieła Daivda Griffitsa- “Narodzin narodu”, które-o czym wcześniej nie wspominałem- zostało po premierze uznane za film rasistowski ze względu na długą scenę masowej rzezi, przez członków stowarzyszenia Ku Klux Klan. Już rok później reżyser popełnił kolejne widowisko, które jest odpowiedzią na tamte zarzuty. Trzygodzinny fresk quasi-historyczny o tym, co robi nietolerancja ze społeczeństwem. Każda z czterech historyjek tu przedstawionych, połączona jest z następną nieustannie pojawiającym się widokiem matki kołyszącej dziecko.

    Mamy tu cztery nowele (no przecież nie nowelki przy tak długim metrażu!). Pierwsza, najkrótsza opowiada o Jezusie Chrystusie. Oglądamy cud w kanie galilejskiej, obronę Marii Magdaleny przed ukamienowaniem, wreszcie śmierć na krzyżu. W drugiej nowelce przypatrujemy się francuzom z czasów Nocy św. Bartłomieja, w czasie której katolicy dokonali rzezi hugenotów- francuskich luteranów, którzy zostali wtedy wyrżnięci w samym środku nocy. Kolejna historia opowiada o czasach babilońskich i pewnej kobiecie, która doprowadziła do jego upadku. Wreszcie ostatnia, to Ameryka lat 10. – pracownicy socjalni niszczą status życiowy młodej kobiety i jej ukochanego.

    I znów największą wadą pozostaje wciąż u tego reżysera czas trwania. Reszta bez zmian, tylko skala i rozmach do potęgi 4. Genialne sceny zbiorowe, zwłaszcza sceny batalistyczne, w trakcie których widz czuje się jak uczestnik akcji, świetne zdjęcia i dekoracje. Oj, był to wizjoner ten reżyser, oj był. Film pokazuje w niebanalny sposób, jak społeczeństwo, system polityczny, czy mentalność, wymuszały nietolerancję- problem przecież do dziś tak istotny, tak ważny. Ostry manifest jak na tamte czasy. Pamiętajmy, że były to czasy I wojny światowej, a film w wyraźny sposób wysnuwa na wierzch swoje anty-wojenne przesłanie. Czego symbolem jest kołyska i matka? Film można by rozkładać na części i interpretować do woli. Kołyska dla mnie symbolizuje przede wszystkim to że wszyscy rodzimy się równi wobec wszystkich, niewinni- przez to nie możemy być skazywani za pochodzenie na represje i cierpienie. Tylko na czułość matki.

    Wszystko jednak co najważniejsze zawarto w ascetycznym tytule.

    Ten film był przełomem. Klapa finansowa, reżyser spłacał długi niekrótko. Ale opłaciło się. Arcydzieło przetrwało. I musi zostać zapamiętane.

    szymalan

     
  • pumex 15:42 on 27 April 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , ,   

    Pierwszy wystawiony na oczy publiki film Braci Lumiere stał się czymś przełomowym w dziedzinie nauki czy sztuki. 46 sekundowy poklatkowy film jest realistycznym ujęciem wychodzących robotników z dwóch punktów: drzwi oraz bramy. Widzimy zarówno kobiety, jak i mężczyzn ubranych w rozpoznawalne odzienia i dodatki, jak na tamte czasy. Prawdziwość obrazu skupia się na naturalnym zachowaniu ludzi opuszczających fabrykę. Czy to pieszo, czy to pojazdem czterokołowym… Widzimy pchający się ku przodowi tłum, natłok, nawet przechadzający się gdzieś między ludźmi pies uniemożliwia przejścia.

    Pierwszy raz wystawiany w Grand Cafe w Paryżu dla garstki osób (bodaj 35), jako widowisko niecodzienne zrobił niebagatelną furorę, tworząc podwaliny nowego biznesu, nowej rozrywki – ba! – nowej sztuki. Kolejne filmy były migawkami z życia. Pierwszą fabułę zawarli w obrazie pt. Ogrodnik polany.

    Ten minimalistyczny obrazek z życia wzięty, pozbawiony głosu, niepłynny, zacinający się w momencie nowej klatki, to ogromny podziw i ukłon w stronę Lumiere. Fenomen i odkrycie w jednym, które dla potencjalnego widza może być nic nieznaczącym, krótkim dokumentem, dla mnie – otwarcie bram do świata filmowego. Małego światka wielkiej sztuki.

    (pumex)

     
  • szymalan 12:19 on 27 April 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    *****

    Epicki, niezapomniany, po prostu wielki- pierwszy film w historii kina, który trwał ponad 100 minut (w sumie aż 180!) , 14 film w karierze Grifittsa o wojnie secesyjnej. Niesamowite, monumentalne arcydzieło, które dosłownie zapiera dech w piersiach. Proszę wybaczyć patetyczność tonu mojej recenzji, ale tu mamy do czynienia z filmem tak szczególnym dla kinomana, że po seansie cały filmowy świat przewraca mu się w głowie i zmienia się w ogóle nastawienie i system wartości jakim posługuje się filmowy recenzent.

    Obraz opowiada o dwóch rodach: Cameronów i Stonemenów, którzy przed wojną są ze sobą bardzo blisko jednak w jej trakcie stają po obu stronach barykady. Zachwyt budzi scenariusz, który pieczołowicie opowiada historię rodu, a na drugim torze historię podzielonej na północ i południe Ameryki. Pojawia się tu nawet sam prezydent Abraham Lincoln, a także członkowie Ku Klux Klanu, którzy w finale organizują wielką wyprawę przeciwko “północym”. Jest wiele faktów historycznych, miejsc, słynna bitwa pod Gettysburgiem, czy wreszcie zamach na Lincolna w teatrze.

    Oczywiście czarno biała, niechlujna i zabrudzona taśma, muzyka, dialogi które musimy czytać- to oczywiste zalety tego filmu i każdego innego z tamtego okresu. Dla nas to właśnie te elementy tworzą klimat, jest to swoista podróż w czasie dla dzisiejszego widza. Film ma przecudną scenografię, sceny akcji, montaż i oczywiście aktorów, na których patrzenie, jest prawdziwą przyjemnością. Bodaj jedyną wadą, niestety jednak bardzo poważną, jest metraż. Chorobliwie długaśny film po dwóch godzinach męczy i wytrwanie do końca do zadanie dla miłośników sportów ekstremalnych.

    Niemniej zobaczyć film z roku 1915, brzmi tak abstrakcyjnie dla dzisiejszego widza, chrupiącego popcorn w kinie, że nie można przejść obok “Narodzin narodu” obojętnie. Zapytacie: “No dobra, ale skąd taki film wytrzasnąć?” W końcu polska telewizja ma zbyt ważną misję puszczania tanich widowisk w stylu “Taniec z Gwiazdami” ,czy super-przebojowych seriali, aby sobie zaprzątać głowę takimi bzdurami. Ale bez paniki. Możecie go zobaczyć nawet dziś. Wystarczy wejść na http://www.archive.org i sobie zupełnie normalnie ściągnąć ten film. Bowiem jego licencja już dawno wygasła, stąd pobranie go z netu, publiczne wyświetlanie etc. jest najzupełniej legalne. Na napisy.info jest polskie tłumaczenie tekstów.

    szymalan

     
  • szymalan 19:45 on 26 April 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    ******

    Kontynuujemy nasz przegląd największych dokonań w historii kina i teraz pora na powstały w 1902 roku film pt. “Podróż na księżyc”. Film trwa jakieś 12 minut, także można już z grubsza przed stawić jakąś fabułę. Film Georga Meliesa zaczyna się kongresem grupy naukowców, którzy debatują na temat ewentualnej podróży w kosmos. Coś tam omawiają, coś pokazują na tablicy. Chwilę potem budują na szybko blaszany statek kosmiczny i fruuu. Wylądowali w oku księżyca (dosłownie!). Potem biorą ich w niewolę jego mieszkańcy, którzy przypominają jakiś gatunek owadów. Jednak jest sposób na ich unieszkodliwienie: dotknięcie parasolem. Zadowoleni ze swojego odkrycia wracają swoim wehikułem na Ziemię.

    Wyborny film dla każdego kinomana. Obowiązkowy. Nazywany pierwszym filmem s.f. w historii “Podróż na księżyc, to film przed wszystkim przełomowy pod względem technicznym. Mamy tu nie tylko prawdziwy montaż scen (było ich w sumie 30!), ale też łączenia w jedno oddzielnie nakręconych ujęć (np. podwójna ekspozycja, maskowanie). Mało tego: jest też namiastka filmowej animacji! Wtedy uznawano, że film jest zdecydowanie za długi dla wytrzymałości przeciętnego widza, jednak mimo to zrobił on międzynzrodową karierę. No to marsz na youtube (hasło najlepiej: a trip to the moon)!

    szymalan

     
c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
previous post/previous comment
r
odpowiedz
e
edytuj
o
pokaż/ukryj komentarze
t
go to top
l
go to login
h
show/hide help
esc
anuluj