Po takich perełkach jak “Skazani na Shawshank” czy “Zielona mila” spodziewać by się chciało jakiś okaz równie wysokich lotów. “Mgła” nie jest niebotyczna ale dna też nie dotyka. Darabont serwuje nam historię o grupce ludzi, którzy zamknięci w Supermarkecie skazani są na przetrwanie, gdyż za rogiem czai się mgła - synonim zła, która pochłania każdego, który chce przez nią przejść.
Historia, jak widać, na pozór wyssana z palca. Przenikanie świata fantastycznego w świat dzisiejszy. Darabont nie podszedł do tej sfery dosyć poważnie. Niespodzianki czyhające w głębi tajemniczej oświaty robią wrażenie nazbyt sztucznych i nierealistycznych. Efekty specjalne dosyć mizernie się prezentują. Pal licho fantastykę. Cała moja uwaga skupia się na relacjach międzyludzkich, które uwalniają się w sytuacji ekstremalnej, niecodziennej. Gdzie każdy jest zmuszony do przetrwania. Ich życie zdeterminowane jest przez głód, zmęczenie i strach. Najlepsza uczta zaczyna się, gdy ludzie zaczynają pokazywać swoje prawdziwe “ja” i próbują wpływać na innych. Odważni giną, słabi odbierają sobie życie. Jedną z wielu jest wybijająca się z tłumu Pani Carmody (Marcia Gay Harden), która zagrała fantastycznie budząc niechęć i niezbyt pozytywne emocje u widza swoimi dywagacjami i przemówieniami o naturze religijnej. Jej postać kreuje się na dyktatorkę, która z emfazą próbuje wcisnąć wersety Pisma Św. jakoby miała to być pokuta w momencie nadchodzącej Apokalipsy.
Darabont pozbawia ludzi moralnych zachowań. Robi z nich zwierzęta, które zrobią wszystko by przetrwać. Działania głównych bohaterów nie posiadają hamulców, są wręcz nieludzkie - reżyser stara się je usprawiedliwiać, jakoby strach i przetrwanie to były główne czynniki popychające ich do czynów. Znika moralistyka, jakiś porządek świata. Stąd na twarzy nie pojawia się oburzenie, czy niesmak w momencie zabicia jednego człowieka przez drugiego. Ta sfera została przedstawiona w iście arcyprofesjonalny sposób.
Ludzie, którzy znajdują się w zamkniętej niby-puszce wprowadzają niezdrową atmosferę. Da się odczuć niemałą dawkę napięcia i niepokoju, co wpływa bardzo pozytywnie na odbiór. Muzyka? Momentami dobrze komponująca się z otoczeniem, a innym razem jakby przesadzona patosem ulatniającym się gdzieś tam… Wracając jeszcze na chwilę do gry aktorskiej, to na plus idzie Ollie (Toby Jones), jako niepozorny pracownik sklepu, który swoim niezachęcającym wyglądem pokazuje, że jednak do czegoś się nadaje i potrafi ratować życie innych. To jemu bije się brawa, to od niego zależała dalsza kolej rzeczy, bo gdyby nie on, to połowa sklepu zostałaby uśmiercona… Na ostatek został nam główny bohater, David Drayton (Thomas Jane), który zostaje daleko w tyle ze swoją komiczną grą rozpaczy, którą okazał dla siebie większe politowanie niż zachwyt.
Co do zakończenia, to bardzo mnie zaskoczyło. Tak pesymistycznej końcówki się nie spodziewałem. Naprawdę można się poczuć zapowietrzonym, gdy widzi się zbyt pochopną decyzję, której można było uniknąć. Ale tak to już bywa w życiu…
Ekranizacja prozy Kinga wypada przyzwoicie jeśli chodzi o ogląd na stosunki międzyludzkie, zaś otoczka czysto fantastyczna i całokształt sprawiają wrażenie rzeczy niedopracowanych i powodujących zgrzyt z resztą. Czy polecam? Jasne! “Mgła” wprowadza trochę świeżości i nowego napięcia w stosunku do nowych horrorów ostatniego czasu…
Ocena: 6/10
(pumex)

marzec 30, 2008 @ 5:02 pm
Czy autor czytał wersję “książkową”? Wątpię - radzę to zrobić, a recenzja nabierze innego światła…
marzec 30, 2008 @ 5:40 pm
Niestety nie mam zaplecza, jakim jest książka. Oceniam ze stanowiska oglądającego, a nie czytającego i potem oglądającego - może stąd ten subiektywizm. Spróbuję nadrobić to w niedługim czasie.
kwiecień 2, 2008 @ 5:52 pm
Mi ten film sie podobal. Moze nie bylo to szczyt techniki, zakonczenie tez denne, ale uwazam ze na 7/10 zasluzyl
Trzymal w napieciu.
maj 4, 2008 @ 10:09 przed południem
I tak najlepszy był koniec - i jestem pewna, że wielu z nas zrobiłoby to samo. A reżyser pokazał mechanizmy strachu i fanatyzmu najlepiej, jak mógł w tak krótkim czasie.
Pozdrawiam!