Hitman.
marzec 9, 2008 autor thirtyseconds
“Hitman”, to ekranizacja gry o tym samym tytule. W momencie, gdy zrodził się pomysł przeniesienia gry na ekran, wszyscy zagorzali fani zacierali ręce i z niecierpliwością czekali na efekt.
Film Xaviera Gensa jako film akcji - sprawdza się, lecz oczekiwałem raczej wiernej kopii gry, wraz z jej trzonem i podstawowymi założeniami. Pokrótce: Dobrze wyspecjalizowany agent 47 zostaje wplątany w aferę polityczną a następnie zostaje poszukiwany przez Interpol i tajną rosyjską policję… Główną rolę Agenta 47 odgrywa Olyphant, który sprawia wrażenie mordercy o twarzy dziecka. To nie ta sama postać, którą można spotkać w klimatycznej grze. Tu mamy kolesia, który po prostu słabo zagrał swoją rolę. Litościwy, ulegający Nice (Olga Kurylenko), robiący łubu-dubu za dziesięciu. To nie jest silent - assasin, jaki znam… Brakuje tu aktów mordu z ciszą i chirurgiczną precyzją. W filmie widzimy giga-rozpierduchę, którą można spotkać w każdym innym - lepszym filmie akcji. Ogromny zawód za klimat i brak przyłożenia się. Druga sprawa, zahaczyłem o wątek z lekka miłosny, który w ogóle nie pasuje do “Hitmana” bezwzględnego człowieka-maszynę z kamienną twarzą, który w sposób solidny wykonuje swoje polecenia. Kolejny element burzący pożądany stan rzeczy.
Plusem może być to, że widz się nie nudzi. Na jednym bezdechu ogląda film, bez ziewnięć. Ale takich produkcji jest mnóstwo. Dodatkowo walorem mogą byc zdjęcia Petersburga, które robią wrażenie. Inne pozytywy? Kategoria “R” - kipiący ze wszystkich stron brutalizm. Nic poza tym… “Hitman” jest wtórnym przykładem produkcji z dobrym materiałem na film, lecz źle wykorzystanym i rozporządzonym.
Ocena: 5/10
(pumex)
