Uaktualnienia od marzec, 2008 Ukryte wątki | Klawiaturowe skróty

  • Good luck Chuck. 

    thirtyseconds 08:55 on 30 March 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Image Hosted by ImageShack.us

    Charlie jest seryjnym randkowiczem. Jednak nad mężczyzną ciąży fatum: każda kobieta, z którą zaczyna się spotykać, zakochuje się w innym. Kiedy jest pewny, że spotkał miłość swego życia, musi jak najszybciej odkryć sposób na zdjęcie miłosnej klątwy.

    Chciałoby się rzec, że to kolejna idiotyczna komedia dla nastolatków z przypiętą amerykańską peleryną. Ale nie – można też spotkać rozczarowanie – i to miłe rozczarowanie. Jest to niezbyt wymagający film, który wali śmiesznymi gagami i tekstami na prawo i lewo. Wulgaryzm i nagość wylewa się z beczki śmiechu co raz to bardziej. Poza humorystycznymi akcentami jest też miły akcent w postaci Jessici Alby, filmowej Cam, która całkiem nieźle wypada jako niezdarny ozdobnik produkcji. Całkiem nieźle wypada też Charlie (Dane Cook) w tym mało ambitnym filmie. Jeśli ktoś liczy na trywialny pomysł na fabułę, epatowanie dużą dawką erotyzmu i na dodatek lubi wulgarne smaczki, to się nie zawiedzie.

    Jest śmiesznie, jest i polot lukru, który słodzi klimat. Świetny odmóżdżacz na sobotę – to fakt!

    Ocena: 7/10

    (pumex)

     
  • You’ve got mail/Masz wiadomość. 

    thirtyseconds 09:35 on 29 March 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Image Hosted by ImageShack.us

    Do tego filmu wraca się zawsze z sentymentem. Pomijając uwzględnienie czasów nam współczesnych, ale chodzi o samą… magię. “Masz wiadomość” czaruje i dodaje ogromnego optymizmu.

    Skąd ten zachwyt? Po kolei. Dziełko Nory Ephron pokazuje dwoje obcych sobie ludzi: Kathleen Kelly (Meg Ryan) i Joe Fox’a (Tom Hanks) pracujących w tej samej branży, bo księgarskiej. Różni ich podejście do biznesu, różnią ich pieniądze, lecz jest jedna rzecz, która ich wiąże – internet. To dzięki niemu odkrywają siebie od innej strony. Pokazują uwielbienie dla małych, niezauważalnych rzeczy: jak motyl w metrze, czy odpowiednia kawa w filiżance. Wszystko jest piękne, jeśli aktorzy potrafią pokazać to w piękny i przekonujący sposób – i tak jest. Meg Ryan i Tom Hanks, para znana choćby z “Bezsenność w Seattle”, dają po raz kolejny dowód, że są dobranym i szczególnym duetem.

    Piękny film z cudowną aksamitną muzyką, ujęty w aktualnym czasie zdominowanym przez Internet. Odpowiada na pytanie: Czy można zakochać się właśnie przez Internet? Zakochujemy się w literkach czy w tej osobie, co wciska klawiszami z klawiatury te literki… Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź. Bardzo subtelny i romantyczny, i gdy za każdym razem się go ogląda – nie nudzi w ogóle. Pozwala odkryć pewne rzeczy na nowo. Napełnia widza czymś budującym i wielką pozytywną energią.

    Ocena: 9/10

    (pumex)

     
    • szymalan 20:51 on 30 marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      “Masz wiadomość” zawsze był dla mnie przykładem bardzo dobrej komedii romantycznej. Przy pewnych schematycznych zagraniach w scenariuszu, film ma długą listę zalet, które Pumex wymienił powyżej. 9/10.

  • The Mist/Mgła. 

    thirtyseconds 09:13 on 29 March 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Image Hosted by ImageShack.us

    Po takich perełkach jak “Skazani na Shawshank” czy “Zielona mila” spodziewać by się chciało jakiś okaz równie wysokich lotów. “Mgła” nie jest niebotyczna ale dna też nie dotyka. Darabont serwuje nam historię o grupce ludzi, którzy zamknięci w Supermarkecie skazani są na przetrwanie, gdyż za rogiem czai się mgła – synonim zła, która pochłania każdego, który chce przez nią przejść.

    Historia, jak widać, na pozór wyssana z palca. Przenikanie świata fantastycznego w świat dzisiejszy. Darabont nie podszedł do tej sfery dosyć poważnie. Niespodzianki czyhające w głębi tajemniczej oświaty robią wrażenie nazbyt sztucznych i nierealistycznych. Efekty specjalne dosyć mizernie się prezentują. Pal licho fantastykę. Cała moja uwaga skupia się na relacjach międzyludzkich, które uwalniają się w sytuacji ekstremalnej, niecodziennej. Gdzie każdy jest zmuszony do przetrwania. Ich życie zdeterminowane jest przez głód, zmęczenie i strach. Najlepsza uczta zaczyna się, gdy ludzie zaczynają pokazywać swoje prawdziwe “ja” i próbują wpływać na innych. Odważni giną, słabi odbierają sobie życie. Jedną z wielu jest wybijająca się z tłumu Pani Carmody (Marcia Gay Harden), która zagrała fantastycznie budząc niechęć i niezbyt pozytywne emocje u widza swoimi dywagacjami i przemówieniami o naturze religijnej. Jej postać kreuje się na dyktatorkę, która z emfazą próbuje wcisnąć wersety Pisma Św. jakoby miała to być pokuta w momencie nadchodzącej Apokalipsy.

    Darabont pozbawia ludzi moralnych zachowań. Robi z nich zwierzęta, które zrobią wszystko by przetrwać. Działania głównych bohaterów nie posiadają hamulców, są wręcz nieludzkie – reżyser stara się je usprawiedliwiać, jakoby strach i przetrwanie to były główne czynniki popychające ich do czynów. Znika moralistyka, jakiś porządek świata. Stąd na twarzy nie pojawia się oburzenie, czy niesmak w momencie zabicia jednego człowieka przez drugiego. Ta sfera została przedstawiona w iście arcyprofesjonalny sposób.

    Ludzie, którzy znajdują się w zamkniętej niby-puszce wprowadzają niezdrową atmosferę. Da się odczuć niemałą dawkę napięcia i niepokoju, co wpływa bardzo pozytywnie na odbiór. Muzyka? Momentami dobrze komponująca się z otoczeniem, a innym razem jakby przesadzona patosem ulatniającym się gdzieś tam… Wracając jeszcze na chwilę do gry aktorskiej, to na plus idzie Ollie (Toby Jones), jako niepozorny pracownik sklepu, który swoim niezachęcającym wyglądem pokazuje, że jednak do czegoś się nadaje i potrafi ratować życie innych. To jemu bije się brawa, to od niego zależała dalsza kolej rzeczy, bo gdyby nie on, to połowa sklepu zostałaby uśmiercona… Na ostatek został nam główny bohater, David Drayton (Thomas Jane), który zostaje daleko w tyle ze swoją komiczną grą rozpaczy, którą okazał dla siebie większe politowanie niż zachwyt.

    Co do zakończenia, to bardzo mnie zaskoczyło. Tak pesymistycznej końcówki się nie spodziewałem. Naprawdę można się poczuć zapowietrzonym, gdy widzi się zbyt pochopną decyzję, której można było uniknąć. Ale tak to już bywa w życiu…

    Ekranizacja prozy Kinga wypada przyzwoicie jeśli chodzi o ogląd na stosunki międzyludzkie, zaś otoczka czysto fantastyczna i całokształt sprawiają wrażenie rzeczy niedopracowanych i powodujących zgrzyt z resztą. Czy polecam? Jasne! “Mgła” wprowadza trochę świeżości i nowego napięcia w stosunku do nowych horrorów ostatniego czasu…

    Ocena: 6/10

    (pumex)

     
    • Dawid 17:02 on 30 marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Czy autor czytał wersję “książkową”? Wątpię – radzę to zrobić, a recenzja nabierze innego światła…

    • pumex 17:40 on 30 marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Niestety nie mam zaplecza, jakim jest książka. Oceniam ze stanowiska oglądającego, a nie czytającego i potem oglądającego – może stąd ten subiektywizm. Spróbuję nadrobić to w niedługim czasie.

    • J.Ryder 17:52 on 2 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Mi ten film sie podobal. Moze nie bylo to szczyt techniki, zakonczenie tez denne, ale uwazam ze na 7/10 zasluzyl :) Trzymal w napieciu.

    • Bellatrix 10:09 on 4 maj 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      I tak najlepszy był koniec – i jestem pewna, że wielu z nas zrobiłoby to samo. A reżyser pokazał mechanizmy strachu i fanatyzmu najlepiej, jak mógł w tak krótkim czasie.
      Pozdrawiam!

  • Break up/Sztuka zrywania. 

    thirtyseconds 11:49 on 28 March 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Image Hosted by ImageShack.us

    Ile to razy słyszymy, że “jest wszystko przez Ciebie“, że “Ty nic nie robisz“, “Ty nigdy mi nie pomagasz“, że “nie mogę na Tobie polegać“. To samo da się zauważyć w filmowej parze Gary’ego (Vince Vaughn) i Brooke (Jennifer Aniston). Ewidentnie widzimy, że w ich związek wdziera się duch zwany wszędobylską rutyną, która demaskuje drugie twarze partnerów.

    “Sztuka zrywania”, to niesztampowy film obyczajowy z elementami komedii. To zwierciadło ludzkich emocji, przyzwyczajeń, które nami rządzą, z którymi żyjemy na co dzień. Kwestia tylko tego, czy damy się zawładnąć rutyną, czy pozwolimy jej uciec. To lustro odbijające nas samych.

    Główni bohaterowie od razu zawiązują więź z odbiorcą. Budzą sympatię improwizowanymi dialogami i swoimi drażliwymi zachowaniami, które (o, dziwo!) przypominają trochę nasze zachowania i perypetie ze swoimi życiowymi partnerami. Dzięki autentyzmowi i prawdopodobieństwu okoliczności film ogląda się z prawdziwą ciekawością i oczekiwaniem na dalszą kolej rzeczy.
    Gary Grabowski rządzi się ironią, sarkazmem, jak i męskimi przywarami (nagminne przysiadywanie przy gierkach komputerowych, wszechobecny bałagan.. etc.); jego żona Brooke Meyers, to zapracowana kobieta, która próbuje podtrzymywać filary domu swoimi barkami ciepła i dbałości o każdy kąt.

    Jak już wcześniej wspomniałem “Sztuka zrywania”, to niesztampowe kino, które odzwierciedla nas samych w codziennym życiu. Robi to całkiem przyzwoicie. Luźny, przyjemny i na pewno godny polecenia, choćby dla samego zakończenia, które stara się potwierdzać moją teorię.

    Ocena: 8/10

    (pumex)

     
  • Meet Joe Black/Joe Black. 

    thirtyseconds 23:00 on 24 March 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Image Hosted by ImageShack.us

    Zamożny magnat prasowy – Bill Parrish (w tej roli rewelacyjny Anthony Hopkins) osiągnął w życiu wszystko – ma dwie kochane i kochające córki, niemały majątek, oddanych przyjaciół… właśnie zbliżają się jego 65 urodziny, gdy zjawia sie u niego człowiek – młody przystojny…

    Bardzo wysublimowane kino. Niezwykle wciągający film, który ogląda się jednym tchem. Na pozór tajemniczy, ale i refleksyjny. Chyba nie da się nie wspomnieć o wspaniałej grze filmowego trio: Pitt, Hopkins i Forlani. Pitt, jako śmierć tworzy ciekawą postać. Nadwyraz spokojną i opanowaną. Interesująca koncepcja wtapiania się osoby z poza światów w świat aktualny. Budzi to pewne refleksje, zastanowienie nt. życia po śmierci.

    Ponadto, “Joe Black” przekazuje pewne prawdy uniwersalne – choćby takie jak miłość znajdująca różne drogi: ojcowska, mężczyzny do kobiety. Czy chociażby nieuchronność i nieubłagalność śmierci.

    To film piękny, przemyślany i solidnie wykonany. Końcówka trochę przydługa, i zbyt przelukrowana i posypana efekciarskimi fajerwerkami. Reszta ma się dobrze. Finezyjne kino z przepiękną, patetyczno-liryczną ścieżką dźwiękową.

    Ten film trzeba zobaczyć.

    Ocena: 8/10

    (pumex)

     
    • Mrówka 12:08 on 25 marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Jeden z moich ulubionych. Człowiek go nie zapomina.

    • hello_rosie 18:56 on 28 marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Aż dziw, że dopiero niedawno obejrzałam go po raz pierwszy…Piękny film! Jeśli miałabym zastrzeżenia odnośnie gry aktorskiej, to tylko do kobiety zakochanej w Śmierci(ale aż tak źle nie było;) skoro nie zepsuło całości).Podobnie jak po”Stay” jestem zahipnotyzowana…Więcej takich filmów!

    • hello_rosie 19:02 on 28 marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Wrażenia jak po “Stay” – więcej takich filmów! Coś pięknego!

    • hello_rosie 06:55 on 1 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      to może słowami piosenki: “it never stops and no one stop him”…
      ten film niemal kłóci się z logiką – jak to, ktoś zakochał się w śmierci? cudowny, uwielbiam go za to i nie tylko.B.Pitt udowadnia, że nie jest tylko ładną twarzą…za to małe zastrzeżenia do gry Claire Forlani…

  • Daredevil. 

    thirtyseconds 14:20 on 24 March 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Image Hosted by ImageShack.us

    Przykrym zbiegiem okoliczności osierocony chłopiec Matt Murdock zostaje oślepiony przez odpady radioaktywne. Jak się okazuje podczas tego wypadku chłopiec zostaje także “mimochodem” obdarzony zdolnościami, jakie można określić mianem “cudownego zmysłu”, który pozwala mu “widzieć” dużo dalej niż inni ludzie. Wiele lat później Matt będąc już dorosłym mężczyzną pracuje w wymiarze sprawiedliwości jako prawnik. Jak się okazuje nie zapomniał o swoich szczególnych zdolnościach i po pracy, wieczorami… odsłania swoją druga tożsamość i przemierza sąsiedztwa Hell’s Kitchen i Nowego Jorku jako zamaskowany, nieustraszony Daredevil – walczący o sprawiedliwość, której nie znajduje na co dzień w budynku sądu.

    W ogóle nie przemawia do mnie ten film. Nawet nie służy mi za dobrą rozrywkę, bo odrzuca mnie swoją sztucznością, schematycznością i naiwnością. Na dodatek rola Bena Afflecka – filmowego Matt’a Murdock’a/Daredevil’a woła o pomstę do nieba. Chyba jedna z jego najgorszych ról, jakie dotychczas widziałem. Drewniane aktorstwo. Reszta załogi również nie wypada wspaniale. Elekra (Jennifer Garner) czaruje i nęci swoim wdziękiem. Collin – niemiłosiernie maca się ciągle po czole, choć on przynajmniej robi to z charakterem!

    Nuda, plastykowy strój, niezła szata efektów specjalnych. Szybko się zapomina o takich filmach.

    Ocena: 3/10

    (pumex)

     
    • J.Ryder 17:56 on 2 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Ta twoja ocena to wedlug mnie przesada :) Film nie byl az tak zly. Niezle efekty specjalne. Film 5/10, ale za Farell’a daje 6/10 ;)

    • Don Marco 17:56 on 7 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      film to typowa produkcja na podstawie komikus Marvela, które hurtowo pojawiły się po pierwszy spidermanie. Ogólnie średniawka jak dla mnie tak o raz obejrzeć i zapomnieć.

  • Interview/Wywiad. 

    thirtyseconds 21:57 on 23 March 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

    Image Hosted by ImageShack.us

    Autorskie dzieło Steve’a Buscemi’ego, to hołd złożony holenderskiemu reżyserowi Theodor’owi Van Gogh’owi, doświadczonemu artyście, który zginął z rąk fanatyka – muzułmanina. Prawnuk znanego nam artysty słynął z krytyki muzułmańskiego środowiska a powyższy film jest jedną z triady wybitnych filmów stworzonej właśnie ku jego pamięci.

    “Interview” rozpoczyna się niepozornym, pospolitym wywiadem, który ma za zadanie przeprowadzić niedoceniony, doświadczony korespondent wojenny Pierre Peters (Steve Buscemi) z wyjętą, dopiero co z tabloidowej okładki, “Katyą” (Sienna Miller), którą wybija z tłumu skandal i nieprzeciętny wdzięk.

    Od razu widzimy obraz rozmowy. Obie postaci zachowują się niczym dwa magnesy o takich samych biegunach, które odpychają się wzajemnie. Pierre nie oszczędza sobie. Wali cynizmem od stóp do głów, nie pozostawiając na pseudoartystce suchej nitki. Jest pewny siebie i rządzi się swoją pychą. Katya natomiast sprawia wrażenie pustej laleczki, która zdobywa sukces i miejsce na podium sceny medialnej dzięki prezencji. Z początku rozmowa się nie klei, pytania zadawane przez korespondenta nie są przyjmowane. Dalej, dysputa zjeżdża z toru, jedzie po bandzie… i zaczyna się gra. Gra wpisująca się, niczym w konwencję teatralną. Gra słów, która ma na celu ośmieszenie, zbycie, wprowadzenie w błąd drugą osobę. Między słowami widzi się ironię, sarkazm, flirt, fałsz… Wywiad lawiruje między wszelkimi możliwymi emocjami: złości, płaczu, rozgoryczenia, powagi, która niczym karuzela kręci się co raz to szybciej, nie znajdując consensusu.

    Zaletą filmu Buscemi’ego jest swoisty minimalizm bijący z każdej sfery, bo i z przestrzeni (film rozgrywa się głównie w mieszkaniu aktorki), aktorstwa (dialog między dwoma osobami), muzyki, która jest jedynie małym akcentem. Naszą uwagę przykuwa zwykła rozmowa, będąca odkryciem dla nas… Odkrywamy coś nieprzewidywalnego.

    Tytułowy wywiad będący w momencie szczytowym – to znaczy demaskujący wszelkie najskrytsze tajemnice obojga. Okazuje się jedynie grą masek. Profesjonalizm sprowadza się do padołu. A quasi-artyzm staje się w pełni sztuką.

    Niesamowite są dialogi. Są bogate i wysmakowane; są odbijaniem piłeczki, ciętą ripostą, mieszanką twardego cynizmu i anemicznej spazmy.

    Steve Buscemi tworzy dzieło stężone i przemyślane. Do tego stopnia, że widz jest przez cały czas omamiany a na końcu staje do góry nogami jako gest podziwu. Jest to zwierciadło ludzi przybierających maski dla osiągnięcia swoich celów. Przybierają różne twarze: cyniczne, kokieteryjne, pełne kłamstwa, nie tyle w świecie medialnym ile tym poza nim. Inteligentny film o ludzkiej tożsamości. Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Buscemi pokazał klasę, a Miller rośnie w oczach i nie jest wcale w tyle. Duże oklaski!

    Ocena: 9/10

    (pumex)

     
    • 30seconds 09:36 on 24 marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Według mnie recenzja filmu jest bardzo dobrze napisana. W pełni popieram powyższa opinię – Film mocny, ambitny daje do myślenia!

    • szymalan 13:32 on 24 marzec 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      właśnie mam zamiar ten film zobaczyć w najbliższych dniach, także na razie nie wypowiem się. Napiszę tylko, że zaciekawił mnie “Interview” po przeczytaniu tej recenzji.

    • J.Ryder 17:58 on 2 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Bardzo zawiodlem sie na tym filmie. Nie przypadl mi do gustu. Zero akcji, slaba gra aktorow oraz scenariusz. Ponizej oczekiwan 4/10

    • szymalan 19:38 on 12 kwiecień 2008 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      niestety mogło być o wiele wiele lepiej. w zasadzie cały ten popis błyskotliwie rzucanych dialogów, prowadzi do niczego. 5/10

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
previous post/previous comment
r
odpowiedz
e
edytuj
o
pokaż/ukryj komentarze
t
go to top
l
go to login
h
show/hide help
esc
anuluj