Cloverfield/Projekt:Monster.
luty 9, 2008 autor thirtyseconds
W przeddzień wyjazdu do Japonii, Rob (Michael Stahl-David) widzi w zorganizowanym dla niego przez przyjaciół przyjęciu pożegnalnym, możliwość wyznania uczuć i ostatecznego uporządkowania spraw. Jego plan przybiera jednak niespodziewany obrót w chwili, kiedy następuje seria gwałtownych wstrząsów. Uczestnicy przyjęcia zastygają w miejscu oglądając wiadomości informujące o trzęsieniu ziemi, po czym pędzą na dach starając się przyjrzeć zniszczeniom. Na horyzoncie eksploduje kula ognia. Gaśnie światło. Zamieszanie ustępuje miejsca panice, a goście przepychając się w ciemnościach wybiegają na ulicę. Pośród krzyków i nieludzkiego ryku, Rob i jego przyjaciele przemierzają miasto opanowane przez coś z innego świata… Coś przerażającego i potwornego…
Film w miarę upływu czasu co raz to bardziej się rozkręca. Z początku mamy prowizoryczną imprezkę, gdzie jednemu z gości zostaje powierzone ‘wielkie’ zadanie nakręcenia imprezy. Zapoznajemy się z generalnymi postaciami. Widzimy intrygi. Dowiadujemy się nowinek.. w pewnym momencie akcja leci “na łeb na szyję”, w której głównym celem jest walka o przetrwanie i ucieczka przed niebezpieczeństwem. Pierwsze, co się rzuca na twarz podczas seansu, to klimat, który dzięki kręceniu z ręki nadaje całości przeogromny realizm i sprawia, że widz czuje się jak naoczny świadek wydarzeń rozgrywających się tuż przed nim. Emocje i brak wytchnienia z dynamiczną akcją - in plus.
Matt Reeves wali trochę schematem, bo znamy to już z “Blair Witch Project”, gdzie główni bohaterowi w wielkiej paranoi biegają wkoło i wrzeszczą wniebogłosy. Ta konwencjonalizacja sprawdza się w Cloverfield’zie. Widz czuje się jak jeden z głównych bohaterów, jest mały i spanikowany wobec ogromu zagrożenia. Widzi to, co widzą bohaterowie. Bez żadnych upiększeń i idealizacji.
Ale jakby nie da się nie odczuć, tego amerykańskiego heroizmu. Jakby to naiwne.. i oklepane. W szczególności, kiedy jeden z głównych bohaterów próbuje ratować swoją miłość, którą nie docenił, a następnie znajduje ją po licznych przeszkodach, która ocknięta budzi się z prętem w plecach i.. nadal żyje. Potem mamy scenę z helikopterem, gdzie po zderzeniu się z ziemią - wszyscy żyją.. Ciekawa koncepcja kreatur, która chyba nigdzie nie występuje w takiej formie. Fantastyczna kompilacja różnych gatunków różnych stworzeń.
Kino nastawione wyłącznie na rozrywkę. Po mimo naiwności i momentami lekkiej cudowności, to da się poczuć lekki powiew świeżości z amerykańskiej tłoczni. Domeną Cloverfielda jest charakter paradokumentu i ten nadmierny pęd akcji. Dla oczekiwanego efektu, film do obejrzenia wyłącznie w kinie.. żadne tam oglądanie na ekranie przy kolacji!
Ocena: 7/10
(pumex)

właśnie obejrzałem. no nawet w miarę. 6/10 ale tylko za niektóre efekty. Moim zdaniem ten film powinien wyreżyserować ktoś inny.
Bardzo dobry film. Swietne efekty specjalne. Napewno lepiej zrobiony niz Black Witch Project. Daje 8/10